14 maja zmarł Frank Sinatra - znałem go bardzo długo, pewnie jakieś 40 lat. To, że był powiązany z Mafią zapewne miało jakiś związek z moimi kłopotami przy wyborach gubernatorskich w Waszyngtonie. Ale wielkim artystą był. I właśnie dlatego chciałem być obecny na jego pogrzebie. Ale to nie było takie łatwe. Czemu? Pogrzeb miał odbyć się dwudziestego, a niestety, musiałem jeszcze rozpracować "Aurelię". Następnego dnia wróciłem do rezydencji Kerra, dzień później miałem się spotkać z byłym senatorem z Illinois Adlai'em Stevensonem III, on też coś podobnież wiedział.
Robert chciał pomówić ze mną o tym w jaki sposób dostać się do źródła przecieków. Jak bym wiedział... Wtem, przybiegł wnuczek Roberta - Carlos. Dziwne, córka republikanina, która wyszła za Latynosa - zięć okazał się być Wenezuelczykiem z domieszką krwi z Dominikany.
-Dziadku, dziadku, pobawmy się w coś - Carlos wręczył Kerrowi plastikowy pistolet, który szybko zniknął w kieszeni garnituru od Armaniego.
-Eee, tak, tak, jasne. W chowanego? - "Cóż za oryginalność" pomyślałem - Dobrze, ja policzę do stu i cię poszukam, dobrze? Jeden, dwa, trzy - w tym momencie Carlos pobiegł gdzieś w swoim kasku hokejowym by się schować - pięć, dwadzieścia siedem, a idź w cholerę... Dobra, co robimy z wiesz czym?
-Z pewnością musimy zajrzeć do Archiwum Narodowego - odparłem - i... Robert, kim jest to bydle w garniaku?
-Czekaj, jakiś tajniak?
Siedzieliśmy na białej kanapie a vis-a-vis stał potężny facet w czarnym garniturze, takim jak ma Secret Service.
-Panowie Prezydenci, jestem ppłk Peter Trubblins, jestem szefem oddziału Secret Service ds. byłych prezydentów, Prezydent Hobart chce się z Panami spotkać w sprawie "Aurelii" w Camp David. Zabierzemy tam Panów rządowym śmigłowcem.
-Ech, no cóż... Mmmm... Dobrze, jeśli Prezydent zwołuje spotkanie - po długim "mmmm-owaniu" zgodziliśmy się.
-W takim razie zapraszam Panów na pokład.
Wyszliśmy na podjazd - Trubblins miał rację, czarny Bell UH-1 Iroquois stał już przy trawniku, gotowy do startu, obsługiwany przez dwóch pilotów. Już wsiadaliśmy, gdy zauważyłem, że Trubblins zamiast do śmigłowca wsiada do czarnego Cadillaca DeVille:
-Panie pułkowniku, Pan nie leci? - spytałem.
-Po pierwsze, Panie Prezydencie, jestem podpułkownikiem. Po drugie, kapitan Hervious doskonale zna tę trasę i dowiezie Panów na miejsce, na czas. Ja pojadę zdam relację Sekretarzowi Obrony.
-No, jak Pan woli. To do zobaczenia.
Gdy już startowaliśmy, wyczytałem z jego ust coś w stylu "Raczej nie". Pytanie tylko, dlaczego Hobart wie, że my wiemy o "Aurelii"?!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz