Oklaski, ludzie płaczą, prawie jak na koncercie Tony'ego Bennetta.
- Witaj Tony, miło tu być - powiedział Jim.
Oczywiście, Robert milczał. "Uuu, to gej, jeszczę mnie czymś zarazi!", srata-ta-ta.
- Więc, Matt, mogę ci tak mówić, tak? I dobrze. Słuchaj Matt, jak to jest - mieliście zginąć, żyjecie, macie się dobrze i chcecie dokopać Prezydentowi Stanów? - zaczął Antoine.
- Tony, jakby to powiedzieć, Prezydent Hobart okłamał społeczeństwo. Okłamał Was, Amerykanie. Co ja mówię, on okłamał narody świata! Wczoraj dzwonił do mnie sekretarz ONZ Kofi Annan, sekretarz NATO Javier Solana, a wczoraj, jak wiecie Jay Leno, zapytał w programie "Co się kur*a stało?!".
- Tak, pamiętam. Prawie się posikałem ze śmiechu - zaśmiał się Tony.
- No dokładnie! - kontynuowałem - Wyobraź sobie, lecimy helikopterem, niby do Camp David, a tu las, las, las. Kazaliśmy im wylądować. My wysiedliśmy, oni wybuchli, if you know what I mean.
- Potem wałęsaliśmy się po kraju, aż w pewien sposób jesteśmy tutaj - odezwał się Kerr. Nie powiem, byłem zszokowany.
- Wiesz Tony, mam nadzieję, że Amerykanie dostrzegą co się dzieje w Waszyngtonie i wreszcie postawią na zmiany - wypowiedział się Jim.
- Tak! - krzyknąłem - Za 2 lata wybory do Senatu, także na Prezydenta. Musimy coś zrobić. Razem damy radę!
***
- Charles! Co to kuźwa ma być?! Czemu oni żyją?! Mieli zginąć!
- Panie prezydencie, na serio, ja... - zaczął się tłumaczyć Reynee.
- Ahoj... mnie to obchodzi! Jestem William Hobart, Prezydent Stanów Zjednoczonych! A tych dwóch dziadów psuje mi notowania! Ja muszę zasłużyć się jakoś pozytywnie, a oni wszyscy mówią, że jestem dyktatorem, który morduje swoich poprzedników! Dyktatorem! Jak... Hitler!
- No w sumie, wie Pan, Hitler też był wybrany demokratycznie - odezwał się Evan Rollison, de iure doradca ds. polityki ekonomicznej prezydenta (miał być sekretarzem skarbu, ale Senat go odrzucił... czemu? bo jeszcze w latach 60. spędzał upojne noce z pisarzem Tennesseem Williamsem, potem ostro imprezował z Freddiem Mercurym, choć podobno taki z niego konserwatysta), de facto jego prawa ręka od wszystkiego.
- Ja się zastrzelę! Nic nie umiecie zrobić! Fujary! Sieroty! Bando skretyniałych osłów!
- Jak osioł może być skretyniały? Osły myślą? Osioł to znak Demokratów... Demokraci to osły? - zaczął się zastanawiać wiceprezydent Matthouse.
- ZAMKNIJ SIĘ, ZAMKNIJ SIĘ, ZAMKNIJ SIĘĘĘĘ!!! Dlaczego ja cię wybrałem na wice? Jesteś idiotą, człowieku! IDIOTĄ! Ty też Reynee! Ty Rollison, jesteś pedałem! Ale i tak mi pomożecie!
- Bo co?! Mam już dosyć tego traktowania! - zaczął krzyczeć Reynee.
- Tej, synek! Uważaj na słowa! Chyba chcesz być w administracji. Chyba chcesz mieć pozycję w partii. Chyba chcesz żyć - "grzecznie" wytłumaczył mu prezydent.
- Żyć? A co ty zrobisz? Co, eleganciku?
- Morda patafianie! Wszyscy siedzimy w Aurelii, ty szczególnie. A teraz dzwoń łajzo do Trubblinsa, żeby ogarnął chłopaków i macie skończyć jakoś tą farsę ze starymi. Już.
- Dobra, dobra, chill out... bitch.
W czasie rozmowy sekretarza stanu z podpułkownikiem, prezydent zaczął mówić o wyzwaniach przed jakimi stoi cała administracja:
- Wojsko mam nadzieję jest przygotowane na ewentualnie rozruchy społeczne. Ale ekonomia to dupa Evan!
- No sorry, robię co mogę! Jakbym był sekretarzem skarbu, to by było inaczej, a teraz to dupa!
- Cicho cioto! Pamiętasz czemu cię nie wybrali? Bo jesteś pedałem! Republikański gej! Po prostu zajebista reklama! Na twoim miejscu wziąłbym się rzucić ze skały!
- Panie prezydencie! - wtrącił się Reynee - Pete powiedział, że ktoś z Secret Service słyszał, że starzy chcą jechać teraz z Olympii do stolicy przez cały kraj, mówiąc jacy to jesteśmy źli. Mają jechać tak: Waszyngton-Oregon-Newada-Utah-Kolorado-Kansas-Missouri-Illinois-Idaho-Ohio-Wirginia Zachodnia-Maryland-Dystrykt Kolumbii.
- Utah? Charlie, dzwoń do Pförda.
- Do Pförda? No to będzie rzeź...