czwartek, 7 marca 2013

Rozdział XI

- Cześć! Hej! Witam w dzisiejszym odcinku programu. Jestem Antoine Chereçion, a to jest Ring of Fire! Wiecie, ludzie często pytają mi się: "Tony, jak to jest, ludzie wielbią cię jakbyś był męską wersją Oprah, a ty wciąż siedzisz tutaj, w stanie Waszyngton?"... Cóż mam odpowiedzieć? Hej, dzieje się tak bo jestem biały, jestem gejem, a w stolicy siedzi kłamca! Ale o tym już powiedzą moi goście: Prezydenci Stanów Zjednoczonych Robert Kerr i Matt Douglas oraz kandydat na Senatora Jim Douglas! Przywitajcie ich brawami!
Oklaski, ludzie płaczą, prawie jak na koncercie Tony'ego Bennetta.
- Witaj Tony, miło tu być - powiedział Jim.
Oczywiście, Robert milczał. "Uuu, to gej, jeszczę mnie czymś zarazi!", srata-ta-ta.
- Więc, Matt, mogę ci tak mówić, tak? I dobrze. Słuchaj Matt, jak to jest - mieliście zginąć, żyjecie, macie się dobrze i chcecie dokopać Prezydentowi Stanów? - zaczął Antoine.
- Tony, jakby to powiedzieć, Prezydent Hobart okłamał społeczeństwo. Okłamał Was, Amerykanie. Co ja mówię, on okłamał narody świata! Wczoraj dzwonił do mnie sekretarz ONZ Kofi Annan, sekretarz NATO Javier Solana, a wczoraj, jak wiecie Jay Leno, zapytał w programie "Co się kur*a stało?!".
- Tak, pamiętam. Prawie się posikałem ze śmiechu - zaśmiał się Tony.
- No dokładnie! - kontynuowałem - Wyobraź sobie, lecimy helikopterem, niby do Camp David, a tu las, las, las. Kazaliśmy im wylądować. My wysiedliśmy, oni wybuchli, if you know what I mean.
- Potem wałęsaliśmy się po kraju, aż w pewien sposób jesteśmy tutaj - odezwał się Kerr. Nie powiem, byłem zszokowany.
- Wiesz Tony, mam nadzieję, że Amerykanie dostrzegą co się dzieje w Waszyngtonie i wreszcie postawią na zmiany - wypowiedział się Jim.
- Tak! - krzyknąłem - Za 2 lata wybory do Senatu, także na Prezydenta. Musimy coś zrobić. Razem damy radę!
***
- Charles! Co to kuźwa ma być?! Czemu oni żyją?! Mieli zginąć!
- Panie prezydencie, na serio, ja... - zaczął się tłumaczyć Reynee.
- Ahoj... mnie to obchodzi! Jestem William Hobart, Prezydent Stanów Zjednoczonych! A tych dwóch dziadów psuje mi notowania! Ja muszę zasłużyć się jakoś pozytywnie, a oni wszyscy mówią, że jestem dyktatorem, który morduje swoich poprzedników! Dyktatorem! Jak... Hitler!
- No w sumie, wie Pan, Hitler też był wybrany demokratycznie - odezwał się Evan Rollison, de iure doradca ds. polityki ekonomicznej prezydenta (miał być sekretarzem skarbu, ale Senat go odrzucił... czemu? bo jeszcze w latach 60. spędzał upojne noce z pisarzem Tennesseem Williamsem, potem ostro imprezował z Freddiem Mercurym, choć podobno taki z niego konserwatysta), de facto jego prawa ręka od wszystkiego.
- Ja się zastrzelę! Nic nie umiecie zrobić! Fujary! Sieroty! Bando skretyniałych osłów!
- Jak osioł może być skretyniały? Osły myślą? Osioł to znak Demokratów... Demokraci to osły? - zaczął się zastanawiać wiceprezydent Matthouse.
- ZAMKNIJ SIĘ, ZAMKNIJ SIĘ, ZAMKNIJ SIĘĘĘĘ!!! Dlaczego ja cię wybrałem na wice? Jesteś idiotą, człowieku! IDIOTĄ! Ty też Reynee! Ty Rollison, jesteś pedałem! Ale i tak mi pomożecie!
- Bo co?! Mam już dosyć tego traktowania! - zaczął krzyczeć Reynee.
- Tej, synek! Uważaj na słowa! Chyba chcesz być w administracji. Chyba chcesz mieć pozycję w partii. Chyba chcesz żyć - "grzecznie" wytłumaczył mu prezydent.
- Żyć? A co ty zrobisz? Co, eleganciku?
- Morda patafianie! Wszyscy siedzimy w Aurelii, ty szczególnie. A teraz dzwoń łajzo do Trubblinsa, żeby ogarnął chłopaków i macie skończyć jakoś tą farsę ze starymi. Już.
- Dobra, dobra, chill out... bitch.
W czasie rozmowy sekretarza stanu z podpułkownikiem, prezydent zaczął mówić o wyzwaniach przed jakimi stoi cała administracja:
- Wojsko mam nadzieję jest przygotowane na ewentualnie rozruchy społeczne. Ale ekonomia to dupa Evan!
- No sorry, robię co mogę! Jakbym był sekretarzem skarbu, to by było inaczej, a teraz to dupa!
- Cicho cioto! Pamiętasz czemu cię nie wybrali? Bo jesteś pedałem! Republikański gej! Po prostu zajebista reklama! Na twoim miejscu wziąłbym się rzucić ze skały!
- Panie prezydencie! - wtrącił się Reynee - Pete powiedział, że ktoś z Secret Service słyszał, że starzy chcą jechać teraz z Olympii do stolicy przez cały kraj, mówiąc jacy to jesteśmy źli. Mają jechać tak: Waszyngton-Oregon-Newada-Utah-Kolorado-Kansas-Missouri-Illinois-Idaho-Ohio-Wirginia Zachodnia-Maryland-Dystrykt Kolumbii.
- Utah? Charlie, dzwoń do Pförda.
- Do Pförda? No to będzie rzeź...

sobota, 9 lutego 2013

Rozdział X + TVB

    Ależ ja jestem zaszczycony. Przybyło i CNN, i ABC, i CBS, i NBC... i nawet FOX News się pofatygowało! Pewnie dlatego, iż jest ze mną Kerr... Niby tak go ciągle lubię zwymyślać, ale nie jest aż tak zły. Nie mówię, że jest spoko, ale cóż - mogłoby być gorzej.
- Szanowni państwo, jesteśmy tutaj, w Olympii, w stanie Waszyngton, na konferencji kandydata do Senatu z ramienia Partii Demokratycznej Jima Douglasa. Właśnie na niej ma on oficjalnie podjąć walkę przeciw niezwykle popularnemu Republikaninowi - Senatorowi Harry'emu Dirtowi. Jego agent przekazał nam również informację o rzekomym przybyciu tajemniczego gościa Douglasa. Uuuu, tajemnica! - ech, znowu ta idiotka z Foxa... Chwila, jak jej było? Tricia Watson? Może. Ogólnie chyba ją przeleciałem kilka lat temu... Ale się zeszmaciła! Znaczy sprawaciła... w sumie to to samo. 

- My fellow Americans, bardzo się cieszę, że tylu tu państwa przybyło - Jim był jak w swoim żywiole. Chyba wdał się we mnie - Uważam, że nasz kraj potrzebuje zmian. Zmian, których nie dadzą wam konserwatyści! Ostatnio tyle się słyszy o strzelaninach w naszym wspaniałym kraju. A kto głównie oponuje za tym, żeby utrzymać odpowiednie zapisy w Konstytucji? Właśnie oni! Republikanie! Chcecie, żeby wasze dzieci bawiły się spokojnie na świeżym powietrzu, czy może raczej ginęły, wystrzeliwane jak kaczki, przez szaleńców, którzy mogą swobodnie kupować broń? A dzięki komu ją kupują? Dzięki National Rifle Association, które przecież jest zapleczem Republikanów. Przypomnijcie mi, kim jest senator Dirt? Oprócz tego, że jest starym, skostniałym złodziejem, który tylko i wyłącznie pobiera pieniądze podatników, wasze pieniądze, nie robiąc nic poza blokowaniem ustaw mogących zmienić ten kraj na lepsze. Wybór należy do was. Ameryka liczy na wasze głosy.

    Wow, nieźle synku - pomyślałem. Czułem, że mimo wszystko to może się udać. Jeśli pojedziemy po Dircie, pojedziemy po Republikanach, czyli także po prezydencie, który chciał nas zabić tak by the way.
- Amerykanie. Atakuję Republikanów, to prawda. Ale wiedzcie, że kłamca siedzi w Washington D.C.! Prezydent Hobart jest kłamcą! A dowodem na to mocne, przyznaję, oskarżenie są moi goście...
SHOWTIME, BITCHES
- Dwaj byli prezydenci, którzy mieli zginąć w katastrofie lotniczej: Robert Kerr i, mój tata, Matt Douglas!
Troszkę szok? Hej, babciu, słabo się zrobiło? Wyglądasz jakbyś widziała ducha! W sumie, często nie widzisz zmartwychwstałych prezydentów. Choć żyliśmy. Taaak, to nie jest normalne. Jim! Co ty robisz?! Czemu podajesz mi ten mikrofon?! Czy cię poje...
- Tak Amerykanie, we're back! - zacząłem - Nie rozumiem faktu, dlaczego prezydent Hobart stwierdził, iż zginęliśmy. Czy wiemy zbyt dużo? Być może. Czy byliśmy niewygodni? Zapewne. Czy chciał się nas pozbyć? Nie boję się tego powiedzieć - tak! Proszę państwa, to miał być zamach. Zamach, który przygotował prezydent Hobart i jego administracja. Dzięki Bogu, Opatrzność nas tchnęła i w porę kazaliśmy pilotom wylądować, chwilę później śmigłowiec odleciał. My przeżyliśmy, oni nie. Jednak to nie jest jedynym powodem, dla którego można postawić prezydenta w stan impeachmentu. Nie możemy na razie go zdradzić, ale uwierzcie państwo, że wiemy doskonale na co się porywamy i co robimy.
 Poczułem szturchnięcie. To był Jim:
- Hej, nie zapomniałeś o czymś?
- Co? Aha - i z powrotem do mikrofonu - Czas na zmiany, możemy to zrobić: RAZEM! Wybierzcie nowego senatora, my zrobimy porządek w Białym Domu! Pomożecie?!
- Pomożemy! - krzyknął tłum.
***
Jechaliśmy do apartamentu Jima, gdy zadzwonił jago telefon.
- Siema łajzo. No, mhm... Taaa, jasne. Chyba cię ktoś zorał. Dupa cię nie boli? Haha, dobra. Jasne, spoko. No nara.
- Taaa, rozmowa na poziomie, synu. Kto to był? - ależ ja jestem ciekawski.
- Antoine Chereçion, mój przyjaciel.
- To czemu do cholery pytałeś go czemu boli go dupa?! - wtrącił Kerr. - Jesteś gejem, czy co?!
- Ja nie, on tak. Masz jakiś problem dziadku?!
- Hej, hej, spokojnie, bo się pozabijacie! Czego chciał? - próbowałem załagodzić sytuację.
- Wiecie, Tony, bo tak go nazywam, ma swój program na kanale 5, czekaj, jak to się nazywa... Aha Ring of Fire, chce z nami wszystkimi przeprowadzić wywiad.
- Ja nie idę do jakiegoś gejowskiego programu! Jeszcze każe nam się przebrać jak YMCA i chclastać się po tyłkach - nie ma mowy!
- Och Robert, ogarnij. Idziemy! - zadecydowałem.



Ogłoszenia parafialne
Jest mi niezmiernie miło poinformować, że zostałem nominowany do nagrody THE VERSATILE BLOGGER. Za nominację dziękuję mojej blogo-siostrze (haha :D) MeGosi.
Każdy nominowany blogger powinien:
- podziękować nominującemu na jego blogu
- pokazać nagrodę Versatile Blogger u siebie
- ujawnić 7 faktów dotyczących samych siebie
- nominować 10 blogów (nominuję tylko 2 zaprzyjaźnione z moim, które i tak już są nominowane hehe)
- poinformować o tym fakcie autorów nominowanych blogów.
O mnie:
  • W czerwcu skończę 18 lat.
  • Uwielbiam GLEE i BTR.
  • Jeszcze w zeszłym roku za swych ulubionych wykonawców uznałem CHER i Johnny'ego Casha.
  • Odwiedziłem 20 krajów (21 jeśli uważasz, że Palestyna to kraj - ja nie).
  • Chodzę do klasy o profilu europejsko-prawnym.
  • Gdy wezmę tabletkę przeciwbólową typu Ibuprom, staję się bardzo gadatliwy - czasem aż tak, że nikt nie może mnie powstrzymać.
  • Interesuję się historią i kulturą USA.
Nominowani:
        *Forever
        *on my way to wonderland

czwartek, 31 stycznia 2013

Rozdział IX

-Szanowni Państwo. Dziś mija 10 dni od katastrofy śmigłowca, w której rzekomo zginęli byli prezydenci: Robert Kerr i Matthew Douglas. 10 dni, lecz ciał nie zanaleziono. Rozumiem, że las utrudnia poszukiwania, ale to już wymyka się spod kontroli. Gdy mój mąż opuszczał urząd po 8 latach nikt nie planował usunięcia go - dlaczego o tym mówię? Dlaczego stwierdzam, że był to zamach? Dlaczego? Bo w wielu miejscach widziano dwóch mężczyzn uderzająco podobnych do byłych prezydentów. Obywatele! Apeluję do Was, abyście coś z tym zrobili! Wy jesteście siłą tego narodu! Trzeba się dowiedzieć o co chodzi z Aurelią! Prezydencie Hobart! Co się dzieje z pańskimi poprzednikami?!
Takiego apelu się niespodziewałem. Była Pierwsza Dama Grace Nadine Vanderbilt-Anderson wystąpiła w naszej obronie. Z chęcią bym jej osobiście podziękować, ale... byliśmy w ciemnej dupie. Dokładniej Zanesville w stanie Ohio. Mieliśmy jechać do Limy, Ohio, gdzie stała biblioteka Kerra (co było dość dziwne, szczególnie, że urodził się w Kokomo w Indianie - no cóż, podatki i sknera, ech), ale wpadliśmy na Secret Service. Dzięki Bogu było ciemno, prostytutki wyszły na ulice, a te pały się puściły za jakąś cycoliną. Bywa.
                                                                   ***
April Rhodes. To kokietka! 23-letnia damulka, taka, tego, no...
-Wiesz Robert, muszę ci się przyznać. Niezwykle mi zaimponowała...
-Spałeś z nią.
-Eee, noo... Cholera, skąd wiesz?!
-Proszę cię, w tym motelu dzieliła nas cieńka dykta. Słyszałem te "Oooo, aaaa, uuu" i inne samogłoski.
-Świnia, po prostu cham i prostak! Łączy nas takie wspaniałe uczucie, że nigdy jej nie skrzywdzę - więc nigdy więcej już do niej nie zadzwonię.
-Świetnie. Prawdziwy romantyk
                                                                    ***
Jeszcze przed naszym "wypadkiem", Robert był umówiony na odczyt dotyczący jego prezydentury w liceum w Bellefontaine w Ohio. Wyruszyliśmy tam autobusem, nawiasem niezbyt nowoczesnym, no ale cóż, jaki stan, takie autobusy. Dyrektor Jack Aaronson był nieźle zaskoczony, że widzi Kerra żywego. -Suprise, bitches - cisnęło się na usta.
Ja tymczasem postanowiłem się rozejrzeć po szkole. Tak się rozglądałem, że trafiłem na boisko, dokładnie na niewielki, zacieniony placyk, tuż przy śmietniku. Stał tam pewien chłopak, zapewne trzecioklasista. Zaszedłem go od tyłu:
-Siema młody!
-Ja pierd... Znaczy, co jest?! - chyba go przestraszyłem.
-Wyluzuj. Szlugi czy Marysia?
-Nie wiem o czym Pan mówi!
-Oj przestań, dobrze wiem o twoich znajomych: Mary, Juan, Anna (Marijuana dla nieogarniających). Kopsnij jointa.
-Chwila, czy Pan nie był Prezydentem?!
-Taa, ale liberalnym. Dobra, weź nie świruj, chill out dzieciak.
No i się z nim upaliłem. Tylko w ten sposób mogłem do niego dotrzeć. Nie żebym mu chciał pomóc, czy coś! Wyglądam na dobrego samarytanina?! Bez jaj! Chciałem tylko się dowiedzieć, gdzie tu mają ten swój szkolny teatr, o którym czytałem w jakimś regionalnym szmatławcu. Jako, że jestem wspaniały i w ogóle och! ach!, to mnie do niego zaprowadził. Kazałem mu stanąć na czatach, ja zaś podwędziłem ich jakieś ubrania, wąsy, klej charakteryzatorski, sztuczne nosy itd. Kiedy Robert skończył wreszcie ględzić jaki to on był zajebisty, kazałem mu się łaskawie przebrać. Wyszło na to, że zostaliśmy mariachi. Ja nie wyglądałem jak bożyszcze nastoletnich zdzir, ale on i jego groteskowe ¡Por favor! byli jeszcze lepsi. Z takim wyglądem udaliśmy się na lotnisko w Columbus, na lot American Airlines do Limy.
                                                                   ***
Miała być Lima, a Limy ni ma! Pomyliliśmy samoloty! Wsiadliśmy do lotu do Olympii, stolicy mojego rodzinnego stanu Waszyngton. W sumie to nie było tak źle. Chodząc po jej ulicach, wspominałem czasy, gdy miałem tu swoją siedzibę jako gubernator. Pamiętam, że raz spotkałem Kurta Cobaina, który pisał te swoje pioseneczki na tą płytę, jak jej tam było? Eee... Nevermind. Nagle, w West Bay Park:
-Tata?!
-Jim?! Co za spotkanie! - no tak, znowu popłynąłem. Ale hej, czy wy byście się nie podjarali faktem spotkania syna, którego dłuższy czas nie widzieliście? I poszliśmy na kawę, do Starbucksa. Tam trochę pogadaliśmy, o przeszłości i o przyszłości:
-Jimmy, opowiadaj, co teraz robisz?
-Teraz gadam z Tobą, hehe, ale wiesz, 4 lata temu załapałem się jak wiesz na reprezentanta hrabstwa Jefferson do stanowej Izby Reprezentantów. Ale kurde, jestem ambitny, przystojny...
-...skromny... - wrzuciłem.
-...i ogólnie zajebisty i wiem, że będe zajebistym senatorem!
-Eee... Stanowym, tak?
-Posrało cię ojciec?! Z tymi frajerami mam siedzieć?! Weź ogarnij! Movin' up to D.C.!
-Tej, no luz, spoko. Fajnie, że masz takie ambicje. Komu ty tam musisz tylko się przeciwstawić?
-No ogólnie to jest ok, bo muszę się zmierzyć z senatorem Harrym Dirtem, wiesz, tą republikańską dupodajką. A partyjne próchno od nas się nawet nie pisało na kandydoawnie z nim, bo podobno "ma taką silną pozycję, ja zostanę tutaj, przysłużę się stanowi" ble-ble-ble, sra-ta-ta-ta. Wiem, że może porywam się z motyką na Słońce, ale wiem też, że trzeba dać szansę młodszym. Heloł, jestem tym młodszym, za 2 tyogdnie skończę trzydziestkę - minimum na senatora!
-Wiem, wiem, pamiętam, ech, mama i ja byliśmy tacy szczęśliwi. Cóż, teraz też jesteśmy, bo po rozwodzie.
-Super, znam tę śpiewkę... To co? Poprzesz moją kandydaturę?