Pamięć mnie jeszcze nie myliła - lecieliśmy już bodajże 3 godziny - drogę do Camp David moglibyśmy przebyć 2 razy z dobrymi pilotami. Coś się nie zgadzało. Postanowiłem zadzwonić do Francisa Hookmana - był wiceprezydentem w czasie mojej kadencji. Wyciągnąłem więc swój telefon z zamiarem wybrania numeru, gdy usłyszałem głos Roberta:
-Co to? Nowa komórka?
-No tak, Nokia 5110, najnowszy model - odparłem. - Co, zazdrosny?
-Co? Ja? Nie... Moja Nokia 1011 dobrze służy!
-Mhm, dostałeś ją jeszcze za czasów swojej prezydentury, no ale jeśli satysfakcjonuje cię maksymalnie 15 godzin między ładowaniem baterii, to OK.
-Daj już spokój, nie zamienię go, bo...
-Bo jesteś kutwą - przerwałem mu - a teraz daj mi w spokoju zadzwonić do Franka.
Moje przeczucia się potwierdziły - Francis nic nie wiedział o spotkaniu.
***
Tym czasem w Waszyngtonie, na polu golfowym "Nevis Gardens"
-Prezydent Will Hobart wygrywywa jak na razie z wiceprezydentem Theodorem Matthousem i byłym prezydentem Johnem Andersonem - odezwał się głos spikera - Prezydent jest dziś w fantastycznej formie. A teraz brawa dla wiceprezydenta Matthouse.
Mathhouse, jak to Mathhouse, celował kijem w piłkę, kij wylądował na głowie pewnego czarnoskórego obywatela. Gdy zabierało go pogotowie do szpitala na obserwację, wiceprezydent znów popisał się taktem i elokwencją:
-Szanowny Panie, przepraszam bardzo, wie Pan, że jest mi bardzo przykro. Zastanawia mnie jedno, dlaczego Pan przybył tutaj na pole? Nie żeby coś, ale proszę Pana, wy Murzyni macie tyle sportów, w których jesteście dobrzy: koszykówka, baseball, rugby, biegi itd. I jeszcze golf? Może zabierzecie nam nasze majtki i skarpety?! Życzę miłego powrotu do zdrowia.
Cóż za faux pas... A słupek poparcia już leci w dół...
***
Las, las, nic innego tylko las! Postanowiłem iść do kabiny pilotów, niech coś zrobią do cholery!
-Panie kapitanie, co się dzieje, do Camp David chyba nie leci się tak długo? Macie jakiś problem?
-Panie prezydencie, nie lecimy do Camp David.
-Nie? To w takim razie gdzie?
-Nie mogę powiedzieć, mam taki rozkaz.
-Zatem chcę natychmiast rozmawiać z dowództwem, proszę podać mi mikrofon!
-Niestety, panie prezydencie, nie mogę tego uczynić. Dostaliśmy rozkaz zachowania ciszy.
-Okej, piczki, mam pistolet i nie zawacham się go użyć! - z tymże okrzykiem do kabiny wleciał Kerr i przyłożył plastikowy pistolet swojego wnuka Carlosa do karku jednego z pilotów - Douglas, rozbroj tego drugiego!
-No dobra, nie ma sprawy - odparłem.
-A teraz dalej, chcemy rozmawiać z waszymi przełożonymi! - krzyczał wciąż Robert.
-Panie prezydencie, nie możemy tego zrobić! Taki jest rozkaz!
-Zatem proszę lądować - tu, na tej łące! - zadecydował Robert.
-Tak... Tego nie mieliśmy zakazanego.
Gdy tylko wylądowaliśmy, Kerr postanowił pokazać swoją siłę:
-Chcieliście ciszy radiowej, to proszę bardzo kutafońce! - i strzelił z pistoletu kapitana prosto w radio.
-Jasna cholera, Robert, czy cię posrało?! Nie wiesz, że się nie strzela w tak małym pomieszczeniu?! - zacząłem się wydzierać: po części bo byłem zdenerwowany, a po części bo nic nie słyszałem.
-No dobra, dobra Matt! Niech ci będzie! A teraz wychodź.
I wyszliśmy, był już wieczór, bodajże około 20-21, było już dość ciemno. Jak tylko opuściliśmy pokład, śmigłowiec zaczął się wznosić z powrotem w powietrze. Po chwili wypaliłem:
-Jacy z nas idioci!
-Co? Czemu? Przecież już nie lecimy byle gdzie! - odparł Kerr.
-Tak, ale pomyśl: mieliśmy ich broń, mogliśmy kazać im lecieć z powrotem do Waszyngtonu!
-O Chryste, masz rację! - nagle olśniło Roberta i zaczął wymachiwać rękoma - Ej! Ej wy! Heej! Helikopter! Lądujcie z powrotem tutaj! Heeej!
Zaraz do niego dołączyłem. Wtem, wielki blask, pomarańczowawe światła i ogromny huk nas ogłuszyły. To wybuchł ten śmigłowiec. Mieliśmy w nim być...
-Robert, wiesz co to oznacza?
-Chyba tak, tak wiem. Hobart chciał się nas pozbyć...
-Wiemy za dużo.
-Matthew, co mamy robić?
-Nie wiem... Chyba musimy go powstrzymać i pokazać Amerykanom co się dzieje.
Byliśmy gdzieś na skraju lasu - jak się potem okazało niedaleko Hendersonville w stanie Karolina Północna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz