Przy podpisywaniu książki, podeszła do mnie pewna kobieta. Przedstawiła się jako Peggy Brown, podobno jest asystentką Adama Jiggsa, pracownika Departamentu Stanu. Wręczyła mi kartkę od niego. Z Adamem znałem się już blisko 15 lat, poznałem go podczas mojej kampanii na gubernatora. Zawsze nie wiedział czego chce - raz na prawo, raz na lewo. Teraz powrót do Republikanów. Podobno wiedział coś o "Aurelii". Ufny, że może teraz dowiem się czegoś więcej, zdecydowałem się z nim spotkać. Miał czekać w swoim samochodzie, przy hali targów. Zostawiłem moje stanowisko pod pretekstem pójścia na lunch - Kerr w przemówieniu znów użył swej metafory "Marzenia są jak dzieci, trzeba je wspierać!" Tak, i dawać szpinak, i pomagać w lekcjach. Bufon. Przy wyjściu udało mi się zgubić agenta Secret Service, chwila po moim wyjściu z budynku i już podjechał czarny Ford Crown Victoria - auto Adama. Kiwnąłem ręką i wsiadłem.
-Witaj Adam, jak żona, ciągle okropna?
-Matt, Matt, ty i twoje podejście, ale tak, ciągle jest wredna. Ale, ale! Nie o tym chciałem z tobą pogadać, tylko wiesz...
-"Aurelia".
-Dokładnie, może nie wiem o tym wszystkiego, ale cóż poradzić? Te spotkania Hobarta z Reyneem - to nie były tylko republikańskie ploteczki. Tu chodzi o coś grubszego, chodzi o pieniądze i... Popatrz kto tu idzie!
Do stojącego na poboczu auta podeszła osoba o znajomej, raczej niewielkiej posturze. Tak, z pewnością to był Kerr. Opuściłem szybę.
-Co ty do cholery tu robisz?! Już się nie bawisz w Robert Kerr Show?
-Nie, skończyłem jakieś 5 minut temu. I ludzie mnie za to kochają!
-Gdyby cię kochali to wygrałbyś ze mną 6 lat temu, a później nie stracił nominacji partyjnej na rzecz Hobarta!
-Tak, tak, gadaj zdrów. Ale co ty tu robisz?!
-Spotkałem się z Jiggsem, on też już wie o "Aurelii", a niedługo pozna ją cała Ameryka!
-Ej, to ja miałem się z nim spotkać, przecież to wy coś z tym wykręciliście!
-Tak, bo Hobart był w mojej administracji. Wyjmij łeb ze swojego tyłka i zobacz co się dzieje!
-Lepiej ty zobacz co się dzieje obok ciebie!
-Co? O co ci...
Odwróciłem się - Adam siedział w fotelu z dziurą w głowie - w czasie naszej rozmowy ktoś musiał go zastrzelić z pistoletu z tłumikiem.
-Wiesz co Robert, lepiej będzie jak stąd pójdźmy - dwóch byłych prezydentów nie wygląda dobrze przy trupie.
-Tak, tak, masz rację. Kurcze, biedny Adam, kto to mógł zrobić?
-Nie mam pojęcia. Może ktoś, kto nie chce, żeby "Aurelia" wypłynęła. Za dużo wiedział.
-Znaczy my, my też możemy iśc fiu - przyłożył sobie dwa palce do skroni - a potem w piach? Nie! Gdzie idziemy?!
-Jak to gdzie? Do ciebie!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz